Informacja prasowa Enea Basket Poznań tekst Adam Lejwoda , zdjęcia Beata Brociek
Suzuki 1 LM Enea Basket Poznań – BS Polonia Bytom 83:71
/21:14, 26:31, 21:17, 15:9/
„Do trzech razy sztuka mówi jedno z przysłów. Według wielkiego słownika języka polskiego jednym ze znaczeń jest: jeśli się coś komuś udało dwa razy, to prawdopodobnie za trzecim razem szczęście już mu nie dopisze, czyli jeżeli komuś się dwa razy nie udało, to powinno mu za trzecim razem dopisać szczęście? W sobotę sprawdzimy sprawdzalność przysłów”. Tak brzmiał wstęp do zapowiedzi sobotniego meczu dwóch beniaminków. Którejś z drużyn musiało się sprawdzić, bo obydwie były w tej samej sytuacji. Teraz już wiemy, że to nam się sprawdziło, ale zanim do tego doszło, to przeżyliśmy sporo emocji o zróżnicowanym zabarwieniu.
Przegrywamy rzut sędziowski, ale pierwsi zdobywamy punkty. W poczynaniach obydwóch zespołów widać sporą nerwowość. Stawka meczu przytłacza je, a to przekłada się na małą skuteczność, szczególnie po stronie gości, którzy na nasze szczęście nie mogą się „wstrzelić”. To pozwala zbudować wprawdzie niewielką, ale jednak przewagę. Bardziej powinna martwić gra obronna naszego zespołu, stanowiąca namiastkę gry z HydroTruckiem. Na razie nie jest źle, jeżeli chodzi o wynik meczu, bowiem na zakończenie tej kwarty prowadzimy 21:14, ale przy grze niemrawej i słabej skuteczności zespołu Polonii, a co będzie, jak poprawią skuteczność? Znane powiedzenie mówi: gra się tak jak przeciwnik pozwala, a my w obronie pozwalamy na wiele. Nie przypomina to zupełnie naszej gry obronnej z poprzednich spotkań. Oczywiście, że mecz meczowi nie równy, ale coś musimy zmienić w tym poruszaniu się pod naszym koszem.
Zaczyna się druga kwarta. Tym razem to zespół bytomski zaczyna od wysokiego „c”. Dwie trójki najpierw niwelują naszą przewagę, a w 7:35 zmienia ona „właściciela”: 23:24. Pierwsze i nie ostatnie prowadzenie gości. W pozostałym fragmencie tej kwarty obydwie drużyny zgodnie rzucają po 4 trójki, co przy 6 trójkach rzuconych w tej kwarcie przez zespół śląski musi budzić niepokój o losy tego spotkania. Oczywiście drużyny i kibiców poznańskich, a nie drużyny Polonii. W ostatecznym rozrachunku „kasa przyjmie, kasa wyda”, udaje nam się zachować niewielkie prowadzenie 47:45 na koniec tej kwarty, czyli pierwszej połowy meczu.
Wznawiamy grę po przerwie bolesnym akcentem, oczywiście dla nas. Goście trafiają kolejną trójkę i kolejny raz wychodzą na prowadzenie. W 7:44 odzyskujemy prowadzenie. Spokojnie, tylko jednym punktem, ale następne 5 minut wygrywamy 14:4 /65:54/. Wreszcie widać jakąś werwę w obronie, a ten szczególny bodziec wniósł Patryk Stankowski, mały wzrostem, ale duchem to wieżowiec. Może na ławkę przesłali wytyczne z Enei, że uruchomiają dodatkowy generator? W każdym razie swoją energią podzielił się z kolegami. Hola, hola, to nie jest jeszcze koniec kwarty, a koszykarze przyjezdni nie złożyli broni. Po 7:0 dla nich, w tym kolejna trójka, zmniejszają przewagę gospodarzy do 4 punktów /65:61/. A co, chcielibyście, żeby było po meczu?
Przecież jest jeszcze 4 kwarta. Kibice zapłacili za wstęp i chcą jeszcze coś zobaczyć. Tym razem to my zaczynamy mocnym uderzeniem, między innymi dwie trójki dają nam najwyższe prowadzenie w tym meczu 78:62 /7:48/. To oczywiście nie rozstrzyga losów meczu, ale daje nadzieję na wygraną drużyny poznańskiej. Tak się też stanie, a pomogą w tym goście, którzy zupełnie stracili skuteczność. Zwalniamy grę do granic możliwości, a te zostały skutecznie ograniczone przez obowiązujące przepisy. Wreszcie stało się. Wygrywamy 83:71 swój pierwszy mecz w 1LM z nadzieją, że to otwiera drogę do wygrania kolejnych.
To nie był ani łatwy mecz, ani ładny. Takie będą, ale będą też takie, które zachwycą i porwą bez reszty. Wiem, wiem, co lepiej: wygrać po słabym meczu, czy przegrać po pięknym? Odpowiedź na to pytanie znają kibice i ja też znam. Też jestem tylko kibicem i przekazuję osobiste wrażenia meczowe i dlatego jak zawsze proszę trenera Pana Przemysława Szurka o korektę moich spostrzeżeń. Oto ona: Cieszymy się przede wszystkim z pierwszego historycznego zwycięstwa naszego klubu w 1LM. Spodziewaliśmy się bardzo trudnego meczu, ponieważ obie drużyny szukały pierwszej wygranej, do której miała prowadzić przede wszystkim dobra obrona. W tej kwestii nie graliśmy na odpowiednim poziomie w 2 kwarcie i pozwoliliśmy złapać bytomianom rytm ofensywny. Wejście Patryka Stankowskiego w 3 kwarcie dało sygnał całej drużynie, że tylko mocną i agresywną defensywą możemy zmienić oblicze tego meczu i tak też się stało. Mam nadzieje, że to utwierdzi nas w jakim kierunku powinniśmy podążać, żeby wygrywać na tym poziomie rozgrywkowym.
Punkty zdobyli: – dla Enei: W. Fraś 23, 3×3, 6 zb. M. Dymała dd 15, 2×3, 11 zb., M. Tomaszewski 15, 3×3, M. Wielechowski 11, 1×3, J. Andrzejewski 8, 2×3, P. Stankowski 5, J. Simon 4, I. Maćkowiak 2.
– dla Polonii: S. Dąbek 17, 4×3, M. Piechowicz 13, 7 zb., R. Chorab 12, 1×3, P. Bogdanowicz 8, 2×3, P. Zygmunciak 8, 8 zb., M. Sadło 4, 7 zb., D. Szczepanik 4, D. Krakowiak 3, 1×3, M. Chrabota 2, 5 zb.
Eda, tylko ty byłeś na meczu?, a co z Zygą i Biniem? Chapli grype. Biniu nawet leży wew wyrze, bo mo gorąc. A co powiesz o meczu? Łe jery, nie byde za wiela godoł. Barzy mi się widzioł tyn zez tą manom zez Radomia, chocioż my dostali wew dupe, ale te nasze łobuzki lotali wew obronie jak oparzune. Dzisiaj brakło jeim ruły. Tylko tyn kakalud Patryk, tyn to mioł ale szwung. Tylko się smykoł miedzy nimi, a wew obronie chapoł za piąciu.






Dodaj komentarz